Pszczyna i ogrody Kapias, 2 sierpnia’14

Pałace i ogrody:   Pszczyna, Jankowice, Goczałkowice-Zdrój                   2 sierpnia 2014

Autor: Elżbieta Flisak   Ela

Wyjazd, mający na celu zwiedzenie pałacu w Pszczynie, rezerwatu żubrów w Jankowicach oraz arboretum w Goczałkowicach-Zdroju, zapowiadał się mgliście. Jednakże w miarę naszego oddalania się od Opola, mgła zaczęła opadać.

Mgłą tajemnicy owiana była również niespodzianka planowana przez organizatorów:   prezesa klubu Tramp, pana Andrzeja Kubiczka i przewodniczącą Komisji Ochrony Przyrody i Zabytków opolskiego oddziału PTTK, panią Krystynę Słodczyk

Tradycyjnie, organizatorzy opatrzyli zachęcającym słowem wstępu nasze odwiedziny w sąsiednim województwie. Wyprawa miała profil arystokratyczny, a to za sprawą księżnej Daisy von Pless (niemiecka nazwa Pszczyny) , żony księcia Hochberga, której legenda wypełnia zakamarki komnat pałacu w Pszczynie, ale także za sprawą największego lądowego ssaka lasów Europy – majestatycznego, niebojaźliwego żubra.

Księżna o angielskich korzeniach i wysokim poziomie wrażliwości społecznej nie odnalazła w Pszczynie szczęścia. Nigdy nie przystała na absurdy etykiety, na ograniczenia jej własnej wolności w murach pałacu, na zbędny przepych siedziby jej męża – Wielkiego Łowczego, który nie zechciał być dyplomatą, a także na wyzysk robotników, na którym opierał się ów przepych.  Z pałacu, w którym piątka arystokratów była obsługiwana przez ponad setkę służących, Daisy uciekała do zamku w Książu, a podobno także w ramiona cesarza Wilhelma II. Księżna zasłynęła nie tylko niezłomnością ducha przed, podczas i po wojnie, ale też szlachetną postawą i gotowością niesienia pomocy.

Pszczyński pałac-muzeum zwiedziliśmy w dwóch grupach. Szczególne słowa pochwały zaskarbiła sobie pani przewodnik, która z nieukrywaną pasją okraszała swe opowieści o pałacu żartami, kryptoreklamami i dygresjami, z których ku zdumieniu wszystkich wynikło, że ta niezwykle aktywna fizycznie i sprawna intelektualnie osoba ma ponad osiemdziesiąt lat i pół rodziny w Opolu. Zadziwiła nas opowieściami na temat życia dawnych mieszkańców, postępowego jak na dziewiętnasty wiek wyposażenia pałacu i różnych tajemnic. Do końca wycieczki w autokarze padały spontaniczne słowa uznania dla pani przewodnik.

Ewenementem jest, że pałac w Pszczynie nie uległ zniszczeniu podczas wojny – był on wówczas radzieckim szpitalem wojskowym. Przetrwało 80% oryginalnego wyposażeni. Wciąż się zdarza, że spod farby wychodzą złocenia na sztukateriach. Na uwagę zasługuje sala lustrzana, empirowy salon muzyczny i biblioteka, a także unikalne sklepienie holu. Jednakże przez nagromadzenie eklektycznych bibelotów, złoconych diabłów oraz trofeów nieuchronnie przebija próżność ich dawnych właścicieli.

Zwiedzanie nie objęło pszczyńskiego parku z licznymi stawami, mostami, starymi drzewami, grobami książąt Anhalt, a także intrygującymi budowlami, takimi jak np. lodownia – pawilon, w którym przez cały rok przechowywano lód wykuty z jeziora podczas zimy.

Szlachectwo księżnej już znamy. Natomiast o szlachectwie żubra świadczy nie tylko jego dostojność, ale też fakt, że po decyzji króla Zygmunta Augusta prawo do polowań na niego mieli tylko najwyżsi dostojnicy. Europa zachodnia dość wcześnie pożegnała króla puszczy. Wielka Brytania utraciła ostatniego żubra w XI wieku, Francja trzy wieki później.  Nasz król dostrzegał zagrożenie gatunku i traktował je zaiste śmiertelnie poważnie: za złamanie zakazu groziła kara śmierci.

Także podczas zaborów podejmowano starania utrzymania gatunku: książę Heinrich XI zakupił od cara Aleksandra II cztery żubry w zamian za dwadzieścia jeleni i umieścił je w swej zagrodzie pokazowej w Pszczynie. To właśnie dzięki takim zagrodom, zwierzyńcom i ogrodom zoologicznym żubr przetrwał – choćby w niewoli.

Zabiegi te nie uchroniły jednak żubra na wolności od stopniowego spadku liczebności ani od ostatecznego wyginięcia w roku 1919 na naszych ziemiach. Tymczasem żubr jest niezbędny dla istnienia leśnego ekosystemu. Ten ssak uczy się od swych rodziców, jak prowadzić prawdziwą leśną gospodarkę. Gdyby nie on, młode drzewa miałyby utrudniony wzrost ze względu na mnogość roślin zielnych wokół nich. Żubr nauczył się przetrzebiać te rośliny, tak że w miejscu leśnej polany mógł rozwinąć się młodnik.

Zagrody pokazowe są w stanie do pewnych granic przechować pulę genową żubrów i zapobiec  niekorzystnemu krzyżowaniu się tych zwierząt z krowami, ale nie są w stanie uzupełnić braków w owej edukacji. O czystość puli genowej, która miała zagwarantować żubrom samodzielność i żywotność,  zabiegał zwłaszcza Stolzman, założyciel Międzynarodowego Towarzystwa Ochrony Żubra. Przedstawiwszy kwestię przetrwania żubra w kategoriach ochrony dziedzictwa kulturowego Europy, uzyskał posłuch.

 

W Ośrodku Edukacji Ekologicznej „Pszczyńskie Żubry” istniejącym od 2006 roku dowiedzieliśmy się z kolei smutnych faktów na temat obecnego stanu żubrzej populacji, która w Polsce liczy obecnie ok. 1200 osobników – w Puszczy Białowieskiej, Romnickiej, w Bieszczadach. Poważnym problemem jest rozrost sieci dróg przecinających lasy. Oprócz coraz bardziej pogarszających się warunków logistycznych ośrodka, rozwój motoryzacji skutkuje też śmiercią żubrów na drogach, pogorszeniem stanu ich zdrowia, ograniczaniem ich terytoriów. Istotnie, tuż za plecami słuchaczy świstały liczne samochody. Znamienne jest to, że w tym roku w ośrodku nie urodził się żaden żubr.

Co gorsza, gatunek ten jest niezwykle podatny na choroby, m.in. gruźlicę i nabytą bezpłodność samców. W 1953 roku padło całe stado w związku z pryszczycą. Niekorzystna okazała się dwuwładza (inni odpowiadają za lasy, inni za mieszkające w nich żubry). Utrudniona jest przy tym wymiana z zagranicą, nie tylko poprzez ryzyko przywleczenia chorób, ale też poprzez sytuację ekonomiczno-polityczno-prawną na wschodzie Europy. Istnieje też prawdopodobieństwo, że aby uniknąć chowu wsobnego, trzeba będzie przystąpić do odstrzału niektórych osobników.

Żubry mają słaby wzrok, ale dobry węch. Rozpędzają się do 60 km/h, ale szybko się męczą. Aby nie czyniły nadmiernych szkód, są w ośrodku dokarmiane. Oprócz tego ośrodek prowadzi zajęcia dla przedszkoli i szkół, wykorzystując ścieżkę przyrodniczą, zagrodę pokazową, przestrzeń dla żubrów żyjących wolno, a także filmy. Ma kilka grup dziennie.

Po faunie przyszedł czas na florę. W dwuczęściowym arboretum i gospodarstwie szkółkarskim założonym w Goczałkowicach-Zdroju w 1979 roku przez Bronisława Kapiasa podziwialiśmy kąciki tematyczne – japoński, śródziemnomorski, angielski, zimowy, wiosenny, kącik ciszy otoczony szumiącymi miscantha gigantea, baśniowe place zabaw, kąciki zakochanych, wzgórza widokowe pokryte wrzosami, dawną zagrodę wiejską, a nawet tunel z pierścieni używanych w kopalniach.

Właściciele osobiście doglądają prac projektowych i ogrodniczych. W odróżnieniu od znanych nam stricte florystycznych arboretów, tu kładzie się nacisk na współharmonię roślinności z małą architekturą. Wiszące konewki, lampiony z doniczek, różowa framuga wirtualnego okna, ogród-dom z kolorowymi salonami czy włoskie patio – wyobraźnia projektantów, w tym dwunastoletniej dziewczynki, nie zna granic.

Oprócz dostępnych do zwiedzania ogrodów – starego i nowego na 4 hektarach, jest też szkółka drzew na 25 hektarach, sklep detaliczny, sprzedaż hurtowa, a także restauracja-kawiarnia. Organizowane są wydarzenia, wystawy zdjęć, a także wystawy malarstwa samego Bronisława Kapiasa.

Kiedy już wszyscy w autokarze myśleliśmy, że wycieczka dobiegła końca, pani Krystyna Słodczyk przypomniała o niespodziance.  Rozegrany został konkurs na wykupione za zaoszczędzone pieniądze klejnoty księżnej Daisy. Tak oto lubią nas zaskakiwać organizatorzy.  Program wyjazdu był tak jak poprzednio bogaty, wyważony i starannie przygotowany; jedynie szkoda, że zabrakło czasu na lepsze poznanie pszczyńskiego parku i spokojniejszy spacer po rozległym arboretum.

Elżbieta Flisak

 

W obiektywie Eryka Strużyńskiego

 Uroki parku w Pszczynie-Elżbieta Flisak

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Uroki ogrodów Kapias- Elżbieta Flisak 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 Wrażenia  Andrzeja i Heli  Kubiczek

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

 

Wycieczkowicze w obiektywie Krystyny Słodczyk

Obrazki Rysia Kołwzana 

Wszystkim Autorom dziękujemy!

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: